W życiu zbłądziłem bardzo.

W życiu zbłądziłem bardzo.


Dręczyło mnie odrzucenie. W szkole nie należałem do grona „fajnych” chłopaków i próbowałem tam się dostać na różne sposoby. Próbowałem, zacząłem od subkultur:- depeszy (słuchali Depeche Mode), potem byłem pankiem i na końcu metalowcem. To wszystko po to by być kimś lepszym i być w paczce klasowej. Jednak to nie starczało i nie przyniosło oczekiwanych skutków. Popadłem w narkotyki – na początku sama marihuana, potem amfetamina i inne (dzięki Bogu nie wkłuwałem się w żyły). Z innymi narkotykami było to raczej eksperymentowanie, chociaż na studiach amfetamina mocno mi popsuła zdrowie i te fizyczne i psychiczne. Były takie dni, kiedy mieszałem narkotyki (różne i alkohol). Do tego wszystkiego zacząłem w siebie wmawiać że nienawidzę ludzi, ciągle paliłem dużo marihuany. Dorwałem książkę o czarach i... Kolejny sposób by być kimś wyjątkowym i lepszym. Próbowałem czarów, mówiłem do szatana, zawierałem z nim pakty.. Nie było ciekawie. Doszło do tego że prosiłem demony by we mnie zamieszkały- znowu po to by być kimś wyjątkowym. Różne filozofie i wiele kłamstw na temat Boga, do tego niemoralne życie seksualne...Tragedia. Jeszcze na studiach poszedłem do kina na film „Amelia” - wtedy coś się zmieniło, ale wymyśliłem do tego barwną historię. Jednak nie chciałem już być takim złym człowiekiem. Lecz dalej żyłem w grzechu. Brnąłem coraz głębiej. W końcu trafiłem znowu do kina na film „Egzorcysta”- tam znalazłem gedeonitkę.

Na filmie wzrastała chęć walki ze złem. Jednak film był „światowy”. Po przeczytaniu deklaracji na ostatniej stronie „gedeonitki” zgodziłem się ze słowami tam napisanymi i podpisałem się. Nie było łatwo. Dalej żyłem w grzechu, nie znałem Biblijnie wierzących Chrześcijan. Było coraz gorzej, zacząłem jeździć na detoksy. Diabeł okropnie mnie męczył, dręczył i pogrążał w ciemności . Miałem trudność wielką z przeciwstawianiem się jego kłamstwom, były one niemal wtłaczane we mnie. Miałem dużo złego na sumieniu. Po 6 detoksie powiedziano mi że jeszcze 1 i jadę na odwyk. Nie chciałem jechać. Nie chciałem zostawiać na czas odwyku swojego syna. Nie mieszkałem z żoną . Po półrocznym wspólnym życiu byliśmy w długiej separacji- wtedy było to może 5 lat rozłąki. Bóg pokierował mnie do brata Roberta Krawczyka, a ten zaprowadził mnie do Pastora Arka Książka (jest on Pastorem Spichlerza w Kętrzynie ). Wyznawałem swoje grzechy, już po drodze Robertowi, mówiłem też o nich Pastorowi i jego żonie. Pastor rozmawiał ze mną o Jezusie, o zbawieniu, o miłości Boga do ludzi … Potem zeszli się bracia i siostry ze zboru i modlili się za mnie. Wtedy przyjąłem Zbawienie ,można powiedzieć świadomie, choć byłem w strasznym stanie psychicznym. Pastor 3 miesiące cierpliwie studiował ze mną wieczorami każdego dnia Boże Słowo. Diabeł nie odpuszczał, dręczył mnie i oszukiwał. Było nieciekawie. Miałem wielkie pragnienie słuchać Boga i... to był kłopot. Chciałem by Bóg mówił do mnie. A diabeł po prostu udawał Boga, no i wiadomo wiele zwiedzeń przyszło do mojego życia. Dziś już jest lepiej. Bóg Jest Wielki, po prawie 3 latach w końcu widzę jak podstępny i przewrotny jest diabeł i jak działa (najpierw dręczy diabelskim głosem, a potem udając Boga próbuje zwodzić). Dalej chcę poznawać Boga i Jego Słowo Łaski :) Chwała Bogu Ojcu, Królowi Jezusowi i Duchowi Świętemu. W tym świadectwie nie opisałem wielu paskudztw, ale też wielu wielkich cudów Bożych.