Tybalt

„TYBALT ”

 

Wszystko zaczęło się jakieś pięć lat temu. Uczyłem się w pewnym technikum. Miałem naście lat i głowę zasypaną anarchistycznymi ideałami. Grałem w zespole punkowym, jeździłem na koncerty, piłem tanie wino, idąc nonszalancko opluwałem całą szerokość chodnika i zamaszystym pstryknięciem wyrzucałem w górę niedopałki papierosów. BYŁEM WOLNY ! Byli kumple, byli przyjaciele. Muzyka, smak alkoholu na języku, gitara, dziewczyna. Wszystko  czego potrzebowałem. Prowadziłem sobie radosne życie w szkole szło mi nieźle. Moje imprezowe życie zyskało w tym czasie nowy element – narkotyki. No i stało się .Zacząłem bać się niektórych rzeczy, niektóre czynności, które kiedyś sprawiały mi przyjemność , zaczęły budzić we mnie wstręt. Lęki stawały się nie do zniesienia.. Na ulicy czułem się jak łowne zwierzę w lesie pełnym myśliwych. Paranoiczny strach stał się moim nie ustępującym na krok towarzyszem, moim cieniem. (…)

Teraz będzie o najważniejszych faktach z tamtego okresu. Zatraciłem sens i to sens szeroko pojmowany. Nic nie miało dla mnie znaczenia, a wszystko zastąpiła zimna obojętność. W końcu przyszły najgorsze myśli: „Skończę z tym wszystkim raz na zawsze” – powtarzałem sobie w myślach. I stało się. Któregoś wieczoru było ognisko. Przyjaciele, alkohol itd. Byłem pijany. Mówię KONIEC i odchodzę. Niedaleko były tory kolejowe. Poszedłem tam i stanąłem sobie na nich. Rozłożyłem ręce i czekałem. Na horyzoncie pojawił się trójkąt świateł. POCIĄG! Stałem i czekałem wpatrzony w światło. Pociąg nadjeżdżał coraz bliżej. Co było dalej? No właśnie. Usłyszałem dźwięk syreny pociągu i uciekłem. Popłakałem się jak dziecko. Zcykorzyłem (…)

Któregoś dnia zacząłem szukać bez większego sensu różnych informacji o samobójcach wtedy natrafiłem na coś co mnie zaskoczyło. Były to opisy objawów pewnej choroby psychicznej. W całości pokrywały się z tym, czego ja doświadczałem. Wtedy dopiero (po jakichś czterech latach!!!) Uświadomiłem sobie, że jestem chory psychicznie. Od razu poszedłem do lekarza. Opowiedziałem , co mi jest, ukrywając przy tym objaw najważniejszy – chęć na śmierć. Doktor nie mogła uwierzyć mi w to, że ja już od (bagatela) czterech lat mam te stany. (…) Spojrzałem przed siebie. Wziąłem małą książeczkę ze stolika,  na którym leżały różne gazety. Było to Pismo Święte. Otworzyłem pierwszą stronę i widzę jakiś taki spis czegoś jakby cytatów. Patrzę, a tam jedna z kategorii brzmi: ‘Pomoc przy decyzjach’. Pomyślałem, że ja mam właśnie ważną decyzję, więc otworzyłem na jednym cytacie stamtąd. Był to List Jakuba 1: 5-6 Doznałem olśnienia. Uśmiechnąłem się tylko i powoli odłożyłem książeczkę. Już wszystko było dla mnie jasne. Już zrozumiałem. Poczułem się cudnie, totalna wolność i odprężenie. Żadnych stresów. Przez te kilka słów, które tam przeczytałem, zrozumiałem stokroć więcej, gdybym przeczytał setki książek. Te kilka słów… To było jakby napisane dla mnie i tylko dla mnie. To jakby Bóg do mnie przemówił, szepnął mi do ucha: „Tybalt, żyj i ciesz się życiem”  . (…)

Znów wziąłem Pismo Święte do rąk i znów otworzyłem na tym cytacie Jakuba. Chciałem przeczytać to jeszcze raz, bo jeszcze nie bardzo w to wszystko wierzyłem. Przeczytałem. W tych słowach jest wielka moc, która może pochodzić tylko od tej jednej Osoby. Od Boga.

Przekartkowałem kilka pierwszych kartek i zobaczyłem pieczątkę Międzynarodowego Stowarzyszenia Gedeonitów w Polsce. Nie wiedziałem kim są Gedeonici. Ale pomyślałem, że zapiszę sobie ten adres, bo z pewnością ma on coś wspólnego z  tym, że ta książeczka znalazła się właśnie w poczekalni Poradni Zdrowia Psychicznego. Potem odbyłem wizytę u lekarza i wróciłem do domu. Załączyłem komputer i poszukałem w internecie czegoś więcej o Gedeonitach. I znalazłem. Wiedziałem skąd Pismo Święte w poczekalni.

Całe życie byłem wierzącą osobą. Chodziłem na religię, do kościoła, ale nie miałem w sercu Jezusa. Chyba wiem  na czym polegała moja wiara wtedy. Wierzyłem w Boga, bo inni o tym mówili, a skoro tak wielu mówiło, to pewnie musi być Bóg. Teraz na tej podstawie nie buduje wiary. Teraz sam wierzę, bez względu na innych i to  co mówią, czy jest Bóg czy nie. To takie krótkie świadectwo mojego nawrócenia. Chciałem jeszcze raz podziękować za to, co Państwo robią, za rozpowszechnianie Biblii, i za ten mały Nowy Testament wtedy w poczekalni u lekarza, który uratował mnie i wzbudził nadzieję, że będzie dobrze.

Teraz moje życie uległo dużej zmianie pod względem zdrowia. Jestem prawie zdrowy, przetrwałem trudne chwile w chorobie depresji. Dzisiaj zostało mi jeszcze naprawić moją psychikę, bo jest bardzo poszarpana przez chorobę. Ale mam dobrego psychologa, mam przyjaciela, znajomych przede wszystkim mam swojego Pana, mam Jezusa.

Serdecznie pozdrawiam. Z wyrazami szacunku.

 

Marcin