Świadectwo znalezienia Boga - Tomek

 

Świadectwo znalezienia Boga

 

Witam braci i siostry! Nazywam się Tomek i mam 22 lata. Wychowałem się w katolickiej rodzinie. Regularnie uczęszczałem na msze święte w każdą niedzielę i na tym kończyła się moja relacja z Bogiem. Codziennie przed snem odmawiałem krótką modlitwę, która nic nie wnosiła w moje życie. Była to w zasadzie rutyna. W ten czas oczywiście uważałem się za chrześcijanina, ale dziś wiem, że nim nie byłem. Patrząc na otaczających mnie dzisiaj ludzi widzę, że większość z nich jeszcze nie spotkała żywego Boga w swoim życiu a chłonie jedynie to, co powie kapłan, przyjmując bezkrytycznie wszelkie informacje.

Jako nastolatek zszedłem na złą drogę. Byłem zaciekawiony działaniem narkotyków. Nurtowało mnie to, w jaki sposób działają i jak wpływają na zachowanie i psychikę człowieka. Wiem, że byłem wtedy atakowany przez szatana. Na początku spróbowałem standardowo marihuany, którą zachwycali się moi znajomi. Potem przyszedł czas na narkotyki twarde, które bardziej przypadły mi do gustu. I tak się zaczęło. Początkowo odurzałem się przy takich okazjach jak dyskoteki. Później brałem w weekendy, aż doszło do tego, że ulegałem narkotykom coraz częściej bez specjalnej okazji. Wszystko odbywało się w grupie znajomych. Moja świadomość nie wykazywała żadnego zagrożenia. Cały czas myślałem, że mogę przestać brać w każdym momencie. Moje obawy pojawiły się wówczas, gdy zacząłem myśleć o odurzaniu się w samotności. Wtedy wiedziałem, że mam problem i naprawdę się przestraszyłem. Dzięki Bożej łasce udało mi się wyrwać z tego bagna.

Zanim przejdę do wyjaśnienia, w jaki sposób się to stało, przytoczę jeszcze jeden epizod ze swojego życia. Od lat wczesnej młodości modliłem się do Boga o „dziewczynę”. Wtedy tłumaczyłem to pragnieniem podzielenia się z kimś swoją miłością, ale patrząc na to z perspektywy czasu myślę, że kierował mną w dużej mierze popęd seksualny. Przeżyłem wiele zawodów miłosnych, lecz wiem, że być może gdyby nie one nie poznałbym kobiety, z którą dziś wiążę plany na przyszłość. Przed jedną z pielgrzymek do Częstochowy szczerze pomodliłem się do Boga już nie o „dziewczynę”, ale o żonę. Z pielgrzymki wróciłem już z Pauliną i mam zamiar spędzić z nią resztę życia. Brat Pauliny przebywał wówczas w ośrodku odwykowym. Okazało się, że był uzależniony od twardych narkotyków. Wiedziałem, że jeśli nie skończę z tym, co mnie zniewalało, sprawię jej wielki ból. Bardzo dobrze pamiętam moment, w którym Pan zerwał ze mnie kajdany nałogu. Przy okazji urodzin jednego z kolegów „zrzucaliśmy się” po 100 zł na prezent dla niego. Udało się zebrać ok. 600 zł. Mieliśmy zwyczaj wybierania sobie prezentów urodzinowych. Solenizant zażyczył sobie wtedy 5 gramów kokainy, którą chciał podzielić się po równo ze wszystkimi. Pamiętam, że niejednokrotnie przeznaczałem na ten cel ostatnie pieniądze, lecz wtedy powiedziałem NIE.

Spotkało się to z wielkim poruszeniem i niedowierzaniem ze strony znajomych. Muszę przyznać, że sam byłem zdziwiony jak to się stało, że odmówiłem. W końcu oddalili się celem zażycia narkotyku a kiedy wrócili mnie już nie było. Nie ma mnie wśród nich do dnia dzisiejszego.

Przyszedł czas, w którym zacząłem zastanawiać się, co dało początek zmian w moim życiu. Doszedłem do wniosku, że początkiem była chęć poznawania Boga, która zrodziła się po tym jak zacząłem czytać Jego słowo. Następnie przypomniałem sobie, kiedy dokładnie się to stało. Mianowicie podczas oczekiwania na autobus (jechałem wtedy na uczelnię) na przystanku zaczepiła mnie pewna kobieta i wręczyła mi małą biblię – gedeonitkę. Tą kobietę widziałem pierwszy raz w życiu, mimo tego, że na tym przystanku bywałem codziennie jeszcze za czasów liceum, o różnych porach dnia. Wiem, że Pan postawił ją na mojej drodze.

Znudzony jednym z wykładów wyjąłem z plecaka podarunek i zacząłem czytać. Byłem zafascynowany mądrością, która mi się objawiła i jednocześnie dziwiłem się, dlaczego wcześniej nie czytałem. Słysząc o Bogu w kościele wydawał mi się On bardzo odległy. Wiedziałem, że jest gdzieś tam daleko w niebie i kiedyś po śmierci się z nim spotkamy. Czytając pismo byłem przerażony kłamstwem i nieświadomością, w której żyłem. Uświadomiłem sobie, że Bóg jest bardzo blisko nas. Wręcz na wyciągnięcie ręki. W końcu zacząłem dostrzegać jego ingerencję w moje życie.

Jest mi bardzo ciężko z myślą o przeszłości i mam nadzieję, że Bóg wybaczy mi grzechy, które popełniłem. Mam zamiar odwdzięczyć się tym samym, co dostałem od Niego i to świadectwo jest pierwszym krokiem w tym kierunku.

 

Niech Bóg Was błogosławi!

Tomek