Jacek

24 lata temu założyłem rodzinę. Chciałem zbudować ją (tak wtedy myślałem) na mocnym fundamencie finansowym. Założyłem firmę. Przez pewien czas miałem niezłe dochody, lecz wszystkie sprawy firmy były zakrapiane alkoholem, często nawet w bardzo mocnym stopniu. W miejscowości, w której mieszkałem miałem poważanie. Obracałem się wśród ludzi wysoko postawionych. Uważałem, że mając pieniądze, mam wszystko. Nadużywałem coraz mocniej alkoholu. W międzyczasie urodziło nam się dwoje dzieci. Byłem uzależniony od alkoholu, lecz nawet o tym nie wiedziałem. Zacząłem tracić po kolei, pieniądze, firmę i to, co najważniejsze RODZINĘ. Żona oświadczyła, że się ze mną rozwodzi. Moje pijaństwo, powroty do domu w stanie upojenia, ciągle przekleństwa i awantury sprawiły, ze zaczęła mnie nienawidzić. Po 10 latach małżeństwa zostałem sam. Wyprowadziłem się z domu. Po jakimś czasie prowadziłem po pijanemu samochód ciężarowy (jestem zawodowym kierowcą). Spowodowałem kolizję, mając 3,7 promila alkoholu we krwi. Zabrano mi prawo jazdy na 3 lata. Ten incydent doprowadził mnie do jeszcze większego alkoholizmu. Zaprzestałem odwiedzać dzieci, chociaż mogłem je widzieć tylko raz w tygodniu. Zostałem bezrobotny, bezdomny, brudny i śmierdzący. Ostatni rok pijaństwa spędziłem na dworcu w Goczałkowicach. Jedyne, co wtedy posiadałem to były myśli o samobójstwie. W moim przekonaniu byłem skończony i nie widziałem dla siebie ratunku. Pewnej nocy podszedł do mnie nieznajomy człowiek, Gedeonita, który mi powiedział, że mogę być innym człowiekiem z Jezusem Chrystusem i wręczył mi mały niebieski Nowy Testament. Zrodziła się we mnie nadzieja, że tylko z Panem Bogiem jest to możliwe. 30 marca 2000 roku powierzyłem swój marny los Jezusowi. Od tego czasu wszystko się w moim życiu zmieniło. Jezus uwolnił mnie od alkoholu i nikotyny. Zastanawiałem się często nad słowami z Biblii: "uwierz w Pana Jezusa a będziesz zbawiony Ty i twój dom". Pomyślałem, że w moim przypadku tak chyba nie będzie. Znałem moja żonę i wiedziałem jak bardzo mnie nienawidzi. Według mnie nasze małżeństwo było nie do odbudowania. Po jakimś czasie żona zauważyła we mnie zmianę. Ja w tym czasie poznałem telefonicznie pewną kobietę z Australii, która po paru miesiącach przyjaźni telefonicznej zaproponowała mi małżeństwo, wyraziłem zgodę. Kupiła tam dom, samochód dla nas, lecz przed wyjazdem tam, mięliśmy się spotkać w Singapurze na trzytygodniowych wczasach, które ona zafundowała. Przysłała mi pieniądze na samolot. Bilet kupiłem 2 miesiące przed wyjazdem. Lecz w tym czasie moja żona zaczęła czytać Nowy Testament i doszła czytając do przekonania, że rodzina powinna być razem. Poprosiła mnie, abym został z nią i z dziećmi. Moja decyzja była prawie natychmiastowa - tak. Pan Bóg pokazał mi wartość rodziny, którą straciłem. Nie ma żadnego bogactwa, które zastąpi dzieci i żonę. Wiem, co straciłem. Przeprosiłem tę kobietę powiedziałem jej, że wracam do rodziny, a pieniądze za bilet lotniczy wysłałem pocztą. Od 2002 roku jesteśmy razem i to już na zawsze. Zostałem uratowany by ratować innych. Przyłączyłem się do popularyzacji i dystrybucji Pisma Świętego z polskimi gedeonitami. Zachodzę też na dworce, bo być może znajdzie się tam ktoś taki jak ja byłem. On jeszcze nie wie, że może być uratowany – kto mu o tym powie?

Jacek Ryłko oddział MSG Bielsko Biała.